Tango na motocyklu? Czemu nie. Pierwsze lekcje tańca wezmę w Buenos Aires. W kolorowym, tętniącym życiem, mieście układance. Zaskakująco różnorodnej, mieszance różnych światów i kultur. Czy łatwiej nauczyć się tanga, czy jeździć na motocyklu? Nawet jeżeli z tym tangiem nie pójdzie mi najgorzej i tak partnera swojej podróży nie zmienię. Tym bardziej, że to właśnie z nim w tango idzie mi się najlepiej.
Pojadę bocznymi drogami – ponoć tam można jeszcze spotkać gauczów - dumnych, nie znających strachu jeźdźców. Twardych, wolnych duchem, niczym nie ograniczonych. To o nich mówi się, że są ucieleśnieniem Argentindad – istoty argentyńskiego charakteru narodowego. Ciekawe dokąd zaprowadzą mnie ich ślady. Zobaczymy czy imponujące umiejętności jeździeckie gauczów sprawdzą się w przypadku motocykla? A może sama się z nimi zmierzę? W końcu sporo mamy wspólnego. Santa Fe, Cordoba, Salta, Formosa. Wodospady Iquazu, leżący na szlaku Inków wąwóz Quebrada de Humahuaca. Czy motocykl szybciej pojedzie na gorzkim Mate czy wytrawnym Malbecu z okolic Mendozy? I jedno i drugie w Argentynie są najwyższej jakości. Obowiązkowo do codziennego użytku. Według zaleceń miejscowych. Zjadę na samo południe, aż po Ziemię Ognistą. Aby w Ushuaia, najdalej wysuniętym na południe mieście świata, poczuć mroźny powiew Antarktydy. Puste przestrzenie, dzika przyroda, nieprzerwanie trwająca „chłodna wiosna” – tak wygląda kraniec świata. Ale potem znowu zrobi się gorąco! Przede mną podróż drogą- legendą – „Ruta 40” – wzdłuż ośnieżonych szczytów And.
Ostatniego dnia w Buenos znowu zatańczę tango. Razem z innymi tańczącymi na ulicach. Może po miesiącu chłonięcia Argentyńskiej atmosfery, walki z patagońskimi wiatrami, poczuję o co w tym tańcu chodzi. A może opowiedzą mi o tym spotkani po drodze ludzie.
Do Argentyny jadę z Castrolem. Po Stanach jeździło nam się świetnie, dlatego również w tę podróż pojedziemy razem. Do projektu dołączył partner wyjątkowy - Metzeler. Mam nadzieję, że słoń z podniesioną trąbą przyniesie mi szczęście. W końcu słonie od przynoszenia szczęścia są. Chociaż siłą tego słonia, bardziej od przynoszenia szczęścia, jest niezawodność. Jak co roku towarzyszy mi m.in: BMW Polska i Polski Związek Motorowy. Jedną ręką biję im wszystkim brawo, drugą powoli odkręcam gaz:)
Start już niebawem.











